Aktualnie

28.11.2018

Franek i Milanek, czyli o tym, jak zgubiła się północ

Bajka uczniów klasy II A, która powstała wspólnie z pisarzem i redaktorem, Panem Markiem Samselskim: 

    Franek chodził do drugiej klasy w jednej ze szkół w Warszawie. Był dobrym uczniem, chociaż trochę niesfornym, bo zdarzało mu się czytać na lekcjach książkę. Nie był to jednak podręcznik, a na przykład książka o podróżach, gdyż Franek bardzo był ciekawy świata i marzył o zwiedzaniu różnych krajów.

Pewnego dnia przyniósł do szkoły opowieść o ciekawej wyprawie podróżniczej, przeczytał dwie strony podczas przerwy i wyszedł ze szkoły, a książka została na jego ławce. Szybko wrócił i pobiegł do swojej klasy. Nikogo w niej nie było. Kiedy chwycił swoją ulubioną lekturę i miał już wychodzić, spojrzał na globus, stojący na biurku wychowawczyni, pani Ani.

Często miał ochotę go dotknąć i zakręcić kulą ziemską, pani Ania na pewno by pozwoliła, ale nigdy o to nie poprosił. Teraz podszedł, dotknął globusa i… on się otworzył! Tak jakby pękł nagle arbuz! Franek zajrzał ostrożnie do środka i zobaczył kartonową kopertę, wyglądającą jak bilet lotniczy. Pomyślał, że może to być bilet do Afryki, gdyż na niej położył swój palec. Wyjął kopertę i wtedy globus natychmiast stał się znowu globusem, a nie pękniętym arbuzem. A w kopercie nie było żadnego biletu, tylko pożółkła kartka z narysowanym planem jakiegoś miasta i strzałką wskazującą, no chyba na ukryty skarb! Franek szybko wybiegł z klasy, myśląc sobie, że takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach. Jednak kiedy wrócił do domu, nadal trzymał w ręku kopertę z planem, jak odnaleźć skarb. Do pokoju zajrzała Oliwka, starsza siostra Franka.

- Wyglądasz trochę dziwnie - zaniepokoiła się. - Czy coś cię przestraszyło?

- Nie przestraszyło, tylko jakby raczej zdziwiło - odpowiedział Franek i pokazał tajemniczy plan odnalezienia skarbu. - Nie uwierzysz, ale znalazłem kopertę z tym planem w globusie, który się otworzył.

- A to ciekawe - powiedziała Oliwka. - Pokaż ten plan.

Oboje pochylili się nad pożółkła kartką. Widać na niej było napis MILANÓWEK i narysowaną ulicę obok niebieskiego budynku szkoły z boiskiem. Ta ulica nazywała się Warszawska i prowadziła do jakiegoś parku albo lasku i właśnie w nim, pod jednym z drzew narysowana była strzałka. Wyraźnie wskazywała, że pod drzewem coś jest ukryte. Na pewno skarb. Oliwka powiedziała, że Milanówek jest miastem pełnym zieleni i z Warszawy jest do niego bardzo blisko.

- To wybierzmy się tam! - krzyknął Franek.

- Bardzo dobry pomysł - odpowiedziała Oliwka.

Rodzice zgodzili się na ich niedzielną wycieczkę, bo przecież warto dotlenić się i odpocząć od wielkiego miasta. Oliwka miała już piętnaście lat, więc mogli wybrać się sami. Dojechali podmiejską koleją do Milanówka i niedaleko dworca znaleźli ulicę Warszawską. Minęli szkołę o niebieskim kolorze i dotarli do niewielkiego lasku. Właściwie to była polana z kilkoma drzewami. Usiedli pod rozłożystym klonem, zajrzeli do planu i niestety… zupełnie nie było wiadomo jakie drzewo w rzeczywistości wskazuje strzałka. Może to, pod którym siedzą? Właśnie wtedy spod kopczyka wygrzebał się krecik.

  

  

- O, cześć, miło cię widzieć - powiedział Franek.

- Cześć - rzekł krecik. - Nazywam się Milanek.

- A ja Franek.

Oliwce zrobiły się bardzo okrągłe oczy, bo usłyszała jak jej braciszek po prostu rozmawia z krecikiem. A on mówi ludzkim językiem.

- Słuchaj, ty mówisz ludzkim językiem - zauważyła.

- Sam się dziwię - Milanek na to. - Nigdy nie zaglądały tu dzieci, bo nie ma ławek i to nie jest park. A jak się okazało, że mówię ludzkim językiem, to proszę o pomoc, bo rozbiłem sobie głowę o jakieś żelastwo, kiedy kopałem korytarzyk.

Oliwka miała przy sobie podręczną apteczkę, gdyż była harcerką i zawsze zabierała ją na wycieczki. Dzisiaj wzięła też, na wszelki wypadek, saperkę. Milanek dostał opatrunek na swoją ranę, bardzo fachowy, gdyż Oliwka zamierza zostać weterynarzem i uczyła się już jak opatrywać skaleczenia zwierzaków. Nagle Franek krzyknął, że przecież tym żelastwem, na który trafił krecik, mogła być skrzynia z ukrytym skarbem. Poprosił Milanka, by pokazał miejsce, pod którym kopał swój korytarz. Teraz bardzo przydała się saperka! Franek kopał pracowicie i udało się! Po niedługiej chwili wydobył małą, zardzewiałą metalową skrzynkę. Łatwo dała się otworzyć, a w środku był… kompas. Stary, bardzo piękny, oprawiony złotym metalem (może to prawdziwe złoto!?). Oliwka powiedziała, że pewnie jest zepsuty, bo strzałka nie pokazuje północy, tylko tańczy sobie w różne strony.

Milanek bardzo ucieszył się, że pomógł znaleźć skarb i poprosił, żeby jeszcze go odwiedzać.

- Obiecujemy, że na pewno tu jeszcze przyjedziemy i się spotkamy - powiedział na pożegnanie Franek.

 Czas już było wracać. W pociągu chłopiec wyjął tajemniczy kompas, żeby przyjrzeć mu się dokładnie. Pomyślał, że chyba był cenny. Ale co to? Teraz strzałka nie tańczyła, tylko wyraźnie wskazywała jeden kierunek. Pokazał siostrze tarczę kompasu.

- Strzałka nie pokazuje kierunku północy - powiedziała Oliwka.

- Ona pokazuje raczej południowy zachód.

- Wiem! - krzyknął Franek. - Pokazuje kierunek skąd teraz wracamy. Dokładnie na Milanówek.

- To znaczy, że do Milanówka trzeba wracać - uśmiechnęła się Oliwka. - Coś mi się wydaje, że gdziekolwiek będziemy, to strzałka tego tajemniczego kompasu pokaże miejsce, gdzie został znaleziony. A gdzie? W Milanówku!

  

Copyright © 2012 Prywatna Szkoła Podstawowa w Milanówku